Pióro i stalówka nie lubią lekcji rysunków, bo muszą siedzieć w piórniku.
A Tosia, ołówek i scyzoryk, i guma myszka, i ja, Plastuś, najlepiej lubimy rysunki.
Na lekcjach rysunków jest okropnie wesoło, bo wszyscy wyskakujemy z piórnika. Ołówek i guma latają po papierze: co ołówek narysuje, to guma zetrze.
Ołówek ciągle sobie nos łamie, a scyzoryk: ciach… ciach… ciach… musi mu nos zaostrzać. A ja siedzę w rowku koło kałamarza i przyglądam się.
Wczoraj były wycinanki; to jeszcze zabawniejsze.
Wyskoczyły z torby błyszczące nożyczki i kolorowe papiery. Tosia cięła papierki na kawałki i naklejała. To było bardzo ładne.
A potem zostało dużo kawałków niepotrzebnego papieru. Ja ten papier pozbierałem i poskładałem.
Scyzoryka poprosiłem, to mi go obciął.
Stalówki poprosiłem, to mi go przedziurawiła.
Niteczkę poprosiłem, to mi go przewiązała. I mam kajecik taki, jak ma Tosia.
Mój kajecik ma w środku białe kartki, a okładkę czerwoną. Mój kajecik jest taki duży, jak Tosi paznokieć, i leży w moim piórnikowym pokoiku na samem dnie.
A potem pozbierałem wszystkie połamane noski od ołówka i piszę teraz niemi w kajeciku swój pamiętnik.
Będę opisywał wszystko, co się u nas w szkole dzieje.