Dzisiaj rano Tosia otworzyła piórnik.
Ołówek podskoczył, bo myślał, że go Tosia wyjmie. Guma-myszka podskoczyła, bo myślała, że ją Tosia wyjmie.
A Tosia nie wyjęła ani ołówka, ani gumy-myszki, tylko… pióro!
Wyjęła Tosia zielone pióro.
Stalówki zaraz się napuszyły — czekają, którą Tosia wybierze?… Każda chce być pierwsza.
Wyjęła Tosia złotą stalówkę, zasadziła do pióra i mówi:
— Tyś stalówka ze złota, będziesz ładnie pisała.
Stalówka: skrzypu… skrzypu… gryzdu… gryzdu po papierze smaruje. A co się ruszy, to kulfona usadzi. A co się posunie, to o papier zawadzi. A co ją Tosia przyciśnie, to z niej atrament pryśnie.
Tosi pot na czole wystąpił:
— Oj, lepiej było pisać ołówkiem!
A ołówek wysadził z piórnika łepek w czerwonym kapeluszu i woła do pióra:
— Choć masz stalówkę ze złota, bazgrzesz, jak kura pazurem koło płota!
Ale pióro na to nie zważa, tylko: skrzypu… skrzypu… gryzdu… gryzdu… pisze coraz lepiej.
Już prawie pół strony zapisało.
Aż tutaj, na samym środku stronicy — hyc! ze stalówki czarny, brzydki kleksik!
Zrobiła się awantura:
Pzyleciała na ratunek różowa bibuła: piła atrament, piła, sama się uczerniła — nic nie pomogło.
Przyleciała na ratunek guma-myszka: tarła… tarła… cały ogonek sobie zdarła — nic nie pomogło…
Kleks jak siedział, tak siedzi, czarnym okiem na wszystkich łypie. Czarny język wszystkim pokazuje i woła:
— Jestem kleksik z kałamarza, co na nikogo nie zważa!…
A ołówek zerka z piórnika i cieszy się, że lepszy od pióra, bo nigdy kleksików nie robi.
A biedna Tosia płacze i płacze, że jej kleks stronicę zepsuł. Co tu robić?