A tu wraca pióro… atrament ze stalówki aż kapie.
Umazał się ołówek, umazała się guma-myszka, umazały się stalówki, umazał się kto żywy w piórniku i to nie nos — a cały.
A ja się z nich śmieję od ucha do ucha:
— A widzicie, nie kpijcie z cudzej biedy.
Sięgnęła Tosia po ołówek i umazała sobie palce. Zajrzała do piórnika i za głowę się złapała.
Tego już było za wiele.
Co tu począć z tym atramentem?…
Ale Tosia na wszystko znajdzie radę.
Poprosiła do pomocy igłę, nitkę i błyszczący naparsteczek. Wzięła śliczne kolorowe gałganki.
Szyła… szyła… wycinała. Uszyła wycieraczkę do pióra.
A ta wycieraczka jest jak książeczka. Ma dwie kartki niebieskie i dwie kartki czerwone, a brzegi wycinane w ząbeczki.
Wszyscy w piórniku krzyczeli, każdy chciał, żeby koło niego mieszkała. Ja też krzyczałem, żeby mieszkała koło mnie, ale Tosia kazała jej mieszkać w kącie, pod stalówką od pióra.
Jak pióro wraca do piórnika, to wycieraczka wyciera stalówkę z atramentu, póki nie błyszczy jak złoto.
Teraz już atrament nikomu nosa, ani boków nie poplami.
Jaka ta nasza Tosia mądra!