Dziś usiadła koło nas nowa koleżanka.
Ta koleżanka jest taka mała, jak Tosia, więc będzie siedziała z nami w pierwszej ławce. Tej koleżance na imię jest Zosia.
Jak tylko ta Zosia usiadła koło Tosi, zaraz zajrzała do naszego piórnika.
Ja głowę wysadziłem, żeby jej się lepiej przyjrzeć, a ona prast! Prędko piórnik zamknęła i mój śliczny nos mi przygniotła!
Tosia tyle razy piórnik zamykała i nigdy, nigdy nosa mi nie przygniotła!
Zacząłem okropnie płakać!
Tosia pewno usłyszała, bo otworzyła piórnik, wyjęła mnie i aż się za głowę złapała.
A tamta Zosia wstrętna aż się pokładała na ławce ze śmiechu!
Nos miałem spłaszczony jak placek, obu dziurkami do góry.
Tosia, widząc moje zmartwienie, dobrała jeszcze czerwonej plasteliny i dorobiła mi nos jeszcze większy i jeszcze piękniejszy.
Kiedy wróciłem do piórnika — wszyscy mi zazdrościli.
Potem ta Zosia poprosiła Tosi, żeby jej pożyczyła ołówka. Ołówek wcale nie miał ochoty iść do tej Zosi, ale Tosia go wyjęła, dała jej i zamknęła piórnik.
Położyłem się więc na moim pamiętniku i zasnąłem, a tu mnie budzą jakieś jęki.
Guma-myszka szturcha mnie w bok:
— Wstawaj, wstawaj, Plastusiu! Zobacz, co się dzieje z ołówkiem!
Zrywam się, patrzę: ołówek leży w swojej przegródce cały pogryziony…
Jego śliczne boczki całe pokiereszowane.
— Co ci się stało? — pytam.
A biedny ołówek jęczy:
— Oj!… oj!… to ta szkaradna Zosia.
Co ona ci zrobiła?…
— Pogryzła mi boczki i mój śliczny blaszany kapelusz, bo nie mogła zrobić zadania.
— A co jej na to Tosia powiedziała?
— Nic jej nie powiedziała.
Wszyscy w piórniku okropnie się oburzyli i powiedzieli, że nikt nie da się więcej tej Zosi pożyczyć!…
Guma-myszka zapiszczała.
— Co tu robić?…
— Ona was wszystkich poniszczy, jak mnie — zajęczał ołówek.
— Ja ją w palec zatnę! — zazgrzytał scyzoryk.
— My ją atramentem powalamy! — zatrzeszczały stalówki.
— Ja jej poślę na kajet dziesięć kleksów! — zadudnił kałamarz.
— Ja jej zamażę wszystko w zeszycie! — pisnęła guma-myszka.
Tylko biedny ołówek niczem się nie odgrażał, leżał bez ducha z pogryzionemi boczkami i z pogryzionym kapeluszem.
Podesłaliśmy mu wycieraczkę od pióra, żeby mu było miękko, ale nic mu to nie pomogło. Boczki się nie zagoiły.